AUSTRALIA – KRAJOBRAZ OPOWIEDZIANY CZ. 3

Geolog postrzega ziemię jako wynik historycznych i prehistorycznych procesów: fałdowanie skorupy ziemskiej, pękanie i uskoki, powstawanie osadów. Te procesy zachodzące przez setki milionów lat możemy oglądać w każdej chwili, krajobraz zawiera bowiem w sobie historię swojego powstania. Podobnie jest u Aborygenów – ziemia opowiada im wciąż żywą mityczną historię, która kształtuje ich życie i społeczność.

Sven Lindquist „Terra Nullius”, Wydawnictwo W.A.B., 2010, str. 193

Attack Creek, czyli różnice kulturowe

Okolice miejscowości Tennat Creek zamieszkują ludy Warumungu, tradycyjni aborygeńscy właściciele tych ziem. 26 czerwca 1860 r. odkrywca John McDouall Stuart i jego dwaj towarzysze dotarli do przeprawy na rzece na południe od Tennat Creek, która dziś nosi nazwę Attack Creek. Była to czwarta wyprawa Stuarta, która była próbą przemierzenia kontynentu Australii z południa na północ. Przy rzece spotkali się z trzema silnymi i uzbrojonymi mężczyznami w plemienia Warumungu, którzy nigdy nie widzieli białych ludzi na koniach ubranych w dziwne stroje. Tubylcy postanowili się bronić. Z ustnego przekazu ludu Warumungu: ‘Wysłannik podróżujący w nocy przyniósł wieści o zbliżającej się dziwnej formacji, która wyglądała jak wąż, a która zbliżała się do terenów ludu Warumungu. Warumungu pomyśleli, że ten dziwny stwór to klątwa zesłana przez ich wrogów. Zbliżająca się dziwna formacja wzbudziła ich niepokój. Wzywając na pomoc wojowników z sąsiednich plemion, zaatakowano „węża” w jego najsłabszym punkcie, gdy zbliżał się do rzeki – która dziś nazywa się Attack Creek. Ze skórą pomalowaną w tradycyjne wzory (barwy wojenne) i w pełnym uzbrojeniu, wojownicy wykorzystali doskonałą znajomość terenu i taktyki wojenne, aby zatrzymać pochód tej dziwnej formacji, a tym samym obronili swoją ziemię i swoich ludzi’.

Stuart zrezygnował po raz kolejny z kontynuowania ekspedycji i zawrócili na południe. Do północnych wybrzeży Australii (Chambers Bay, dzisiejsze Darwin) dotarł dopiero podczas szóstej ekspedycji 24 lipca 1862r.

Mataranka i gorące źródła Bitter Springs

Tradycyjna wiedza Aborygenów pozwalała im wszystko czerpać z buszu. Wiedzieli gdzie znaleźć wodę, jak polować, które rośliny nadają się do spożycia, a które mają właściwości lecznicze. Okolice naturalnych basenów z gorącymi źródłami koło Mataranka porasta las deszczowy. Jednym z występujących tu drzew jest tak zwane drzewo „o papierowej korze” (ang. paperbark tree, z rodziny mirtowate, łac. Melaleuca). Może ono być wykorzystywane na wiele sposobów. Na przykład, liście są używane do nadawaniu aromatu daniom rybnym. Ryby owija się mokrymi zielonymi liśćmi, a następnie zawija się w zwilżoną korę i piecze w ognisku. Miękka, warstwowa kora drzewa paperback była także wykorzystywana do zawijania pożywienia przeznaczonego do przechowywania. Kora doskonale nadawała się do budowy schronień i wodoszczelnych dachów. I wreszcie, wyściełano nią coolamons, czyli nosidełka dla dzieci, a także owijano ciała zmarłych.

Nitmiluk, czyli wąwóz rzeki Kathrine

Słynny wąwóz rzeki Kathrine przez lokalne ludy Jawoyn nazywany jest Nitmiluk. Opowieść z Czasu Snu (tutaj zwanego Burr) wyjaśnia, skąd wzięła się ta nazwa. Nabilil, stwór przypominający smoka, obozował u wejścia do wąwozu podczas swojej mitologicznej podróży z zachodu, którą rozpoczął nad morzem w miejscu o nazwie Wadeye (Port Keats). Tereny, przez które podróżował Nabilil były bardzo suche, więc w swojej torbie (dilly bag), w której trzymał patyki do rozpalania ognia, miał też wodę. Niedaleko od miejsca obozowania Nabilil’a, spragnione wody ptaki próbowały złapać stwora, aby zabrać mu zapasy. Próbował gołąb Lumbuk, próbował kruk Wakwak, próbował brązowy jastrząb Garrkayn, ale żadnemu z nich się nie udało. Nabilil był od nich bardziej cwany. Gdy Nabilil dotarł do wąwozu, postanowił rozbić tu kolejny obóz. Usłyszał dźwięki wydawane przez cykady: „Nit Nit Nitnit!” i nazwał to miejsce Nitmiluk.

Nabilil rozbił swój drugi obóz w górze dzisiejszej rzeki. Nietoperz jaskiniowy Walarrk schował się wśród liści tak, aby Nabilil nie mógł go dostrzec. Walarrk zastawił na Nabilil’a pułapkę i zabił go włócznią z kamiennym grotem. Gdy Walarrk zadał cios włócznią, przebił przy okazji torbę Nabilil’a, w której przechowywał on wodę. Woda ta wylała się wypełniając wszystkie strumienie i cały kanion rzeki Kathrine. Ptaki, które wcześniej nie potrafiły wykraść wody Nabilil’owi, teraz piły ile mogły z radością i nie mogły się nasycić. Odkryły również, że patyki do rozpalania ognia, które niósł Nabilil, zaczęły rosnąć wzdłuż rzeki. Ptaki mogły teraz rozpalać ogień, aby ugotować swoje pożywienie.

Według tradycji ludu Jawoyn, najważniejszym praprzodkiem z czasu Burr jest Bula, stwórca całej ziemi. To Bula przemienił całą ziemię, stworzył krajobraz i pozostawił po sobie wizerunki na skałach w postaci malowideł. Na północ od miejscowości Kathrine, Bula skrył się pod ziemią. Ten obszar jest określany jako „chora kraina”. Tego miejsca nie wolno zakłócać, gdyż może to sprowadzić ogień i trzęsienie ziemi.

Kolejny praprzodek to Bolung, Tęczowy Wąż, który jest nie tylko dawcą życia, ale i niszczycielem. Jeżeli zakłóci się jego spokój, może sprowadzić pioruny i monsunowe powodzie. Siedziba Bolung’a to Deep Pools („głębokie baseny”) w tzw. Drugim Wąwozie rzeki Kathrine, gdzie tradycyjne prawo zabrania Aborygenom z ludu Jawoyn pić wodę i łowić ryby. Z okolicznych jeziorek też można zabrać tylko minimalną liczbę ryb, a nadmiar należy wrzucić z powrotem do wody, aby udobruchać Bolung’a.

Park Narodowy Kakadu

Park Narodowy Kakadu obejmuje ogromny obszar chroniony ze względu na swoje walory przyrodnicze i kulturowe, kiedyś należący do ludu Warramal. Jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc jest galeria malarstwa naskalnego w miejscu, które do niedawna nazywane było – jak się okazuje błędnie – Nourlangie Rock. Jest to zniekształcona nazwa miejsca, które znajduje się w pobliżu, tj. Nawurlandja. Ale “nie-Aborygeni, którzy tu przybyli, zapomnieli szczegółowe informacje, które opowiedzieli im nasi ludzie”, głosi przesłanie od tradycyjnych właścicieli tych ziem, którzy od pewnego czasu zasiadają w zarządzie parku. ”Prosimy odwiedzających, aby używali właściwych nazw: Burrunggui i Anbangbang”. „Burrunggui” to górna część skały, a dolna nosi nazwę „Anbangbang”. Obydwa miejsca łączą się z opowieściami z Czasu Snu.

W dolnej części skały znajduje się bogata galeria z malarstwem naskalnym – Anbangbang Gallery. Sztuka naskalna została tu wykonana jako ilustracje wielu opowieści z Czasu Kreacji. Pierwszy rzuca się w oczy wielki Nabulwinjbulwinj – niebezpieczny duch, który pożera kobiety, po tym jak najpierw ogłusza je w tańcu bulwą pochrzynu. Dalej schematyczny rysunek, jak w komiksie, przedstawia poszczególnych bohaterów kolejnych opowieści:

1. Namarrgon – “człowiek-błyskawica”

2. Barrginj to żona Namarrgon’a. Ona i Namarrgon są rodzicami Aljurr lub inaczej konika polnego Leichhardt’a (Petasida ephippigera), który pojawia się, gdy tylko zaczynają się pierwsze burze.

3. Namarndjolg i jego siostry złamali zakaz kazirodztwa, a wydarzyło się to na półce skalnej powyżej galerii. On stał się później Ginga – wielkim krokodylem słonowodnym.

4. Rodzinne grupy kobiet i mężczyzn w drodze na ceremonie. Kreski na piersiach dwóch kobiet wskazują, że to matki karmiące.

5. Guluibirr – ryba ‘saratoga’ (tj. australijska arowana Leichardti); potocznie i błędnie nazywana barramundi, to gatunek ryby często występujący w okolicznych wodach.

Namarrgon – „człowiek-błyskawica” jest specjalną postacią w lokalnej mitologii. Błyskawica przedstawiona jest jako otok wokół jego głowy, który łączy jego ramiona, nogi i głowę. Kamienne siekiery umocowane do jego kolan i łokci wywołują huk grzmotów. Namarrgon, jego żona i ich dzieci Aljurr przybyli z północnego wybrzeża szukając dobrego miejsca, aby się osiedlić. Namarrgon żyje teraz w miejscu Namarrgon Djadjam – miejsce Opowieści Błyskawicy (Lightning Dreaming), które można zobaczyć z pobliskiego punktu widokowego Gunwarrde Warrde. To trzy wysokie klify, które wyglądają jak kolumny ustawione wzdłuż skarpy Ziemi Arnhema. Oczywiście, jak to z każdym miejscem świętym (djang andjamun) bywa, nie wolno zakłócać spokoju tego miejsca, bo każdy intruz tam się pojawiający może spowodować kłopoty.

Dzieci Namarrgon’a to błyskawice, czyli Aljurr (Aljurr znaczy dosłownie „mała błyskawica”). Ale Aljurr mają także inną formę; jest to konik polny w kolorze pomarańczowo-niebieskim. Te owady pojawiają się w okolicy, gdy zaczynają się pierwsze burze. Mówi się, że szukają Namarrgon’a. Gdy Aborygeni zauważą, że te koniki polne pojawiły się w buszu, wiedzą, że nadchodzi czas, aby szukać schronienia przed deszczami.

Wdrapujemy się na punkt widokowy Gunwarrde Warrde. Tutaj widzimy Daberrg – ślad kazirodczego czynu Namarndjolg’a, którego wcześniej widzieliśmy w galerii Anbangbang. Samotny głaz na półce skalnej w oddali to pióro, które siostra Namanjolg’a wyjęła z jego nakrycia głowy po tym, jak złamali prawo prze swój akt kazirodztwa. Umieściła je tutaj, aby pokazać innym, co zrobili. Potem sama zamieniła się w Tęczowego Węża.

Kolejną postacią z lokalnej mitologii, którą poznajemy z malarstwa naskalnego w galerii Nanguluwur w Kakadu NP jest Algaihgo – Kobieta Ogień. Przedstawiana jako postać o czterech ramionach i kwiatostanach drzewa banksia przyczepionych do jej głowy. Jest ona jedną z praprzodkiń (Nayuhyunggi), która współtworzyła świat. To ona zasadziła kwitnące na żółto drzewa banksia, których tlące się kwiatostany używane są do przenoszenia ognia. Według opowieści, Kobieta Ogień uczyła także ludzi, jak z pomocą dingo, które przywędrowały tutaj razem z nią, polować na skalne oposy, jej ulubione pożywienie. Ludzie obawiają się Algaihgo, gdyż ona zabija i pali ich dobytek, dlatego należy unikać jej Djang (świętego miejsca) na Ziemi Arnhema, gdzie przebywa jej duch.

Obok Algaihgo wzrok przyciągają Nayuhyunggi, tak zwani Potężni Przodkowie, którzy stworzyli świat i dali przyszłym pokoleniom prawa, zgodnie z którymi mieli żyć. Niektórzy z nich przyjęli ludzkie kształty, inni zmienili się z ludzi w zwierzęta. Wszyscy posiadają specjalne moce. Nayuhyunggi przedstawieni w galerii Nanguluwur to Namarnde. Mają wydłużone palce u stóp i sutki. Niektóre postaci mają po sześć palców u dłoni. Często niosą torby (dilly bag) na wnętrzności swoich ofiar: wątroby, płuca, serca i nerki. To istoty niewidzialne dla zwykłych ludzi. Żyją w jaskiniach i dziuplach drzew, a na świat wychodzą tylko w nocy. Wabią ludzi do swoich jaskiń, przywołując, aby podeszli bliżej. Opowieści, których ilustracją są malunki naskalne, mają być ostrzeżeniem, że Namarnde jedzą ludzkie mięso.

Galeria Nanguluwur obfituje także w przykłady pięknego rysunku wykonanego w tak zwanym stylu „rentgenowskim”. Starannie wykonane obrazy wielkich ryb i żółwi niemalże przedstawiają narządy wewnętrzne zwierząt. Ten styl jest współcześnie wykorzystywany przez artystów, którzy wykonują przeznaczone na sprzedaż obrazy na korze.

Galeria Nanguluwur odzwierciedla także zmiany a tradycji aborygeńskiej wywołane spotkaniem z kulturą europejską. Wśród mitologicznych i animalistycznych rysunków pojawiły się europejskie statki. Aborygeńscy artyści, którzy decydowali się na malowanie nowych elementów rzeczywistości zwracali dużą uwagę na szczegóły. Miało to prawdopodobnie na celu wspomagać opowiadanie historii. Takie statki widywano w okolicy Parku Narodowego Kakadu od końca XIX do połowy XX wieku, gdy przywoziły zapasy do obozów myśliwych polujących na bawoły na równinach zalewowych Alligator Rivers, a wracały do Darwin wyładowane skórami. Wielu Aborygenów pracowało w obozach myśliwych. Praca była sezonowa, więc ludzie mogli wracać na swoją ziemię, aby przeprowadzić rytuały i ceremonie konieczne, aby utrzymać duchową więź ze swoją ziemią.

Półwysep York

Gdy docieramy do Półwyspu York, to koniecznie chcę zobaczyć słynne lokalne malarstwo naskalne. Słyszałam o tym miejscu 16 lat temu, ale wtedy był możliwy tylko dojazd samochodem 4×4. W 2013 roku drogę wyasfaltowano i bez problemu dojechaliśmy teraz do Split Rock, 12 kilometrów na południe od miejscowości Laura. To miejsce ma w sobie coś szczególnego, przynajmniej tak to poczułam. Pewnie to smak zakazanego owocu, bo obejrzeliśmy trzy galerie wskazane na mapce dla zwiedzających, raptem niecały kilometr spaceru… Ale ścieżka szła dalej. Zapraszała, mimo znaku zakazu wstępu… Więc poszliśmy. To było takie symboliczne wyjście poza „zwykłą strefę turysty”, jak wyjście poza „oswojoną czasoprzestrzeń” Niby wszystko było takie samo jak, wcześniej, ale jednak inne… Ścieżka zaprowadziła nas na szczyt wzgórza, a potem przez spalony busz do kolejnych jaskiń, kolejnych galerii, kolejnych obrazów.

Słyszałam kiedyś, że w niektórych plemionach aborygeńskich był zwyczaj, że młode pary chodziły na miłosne amory w miejsca, gdzie trzymano kości zmarłych (wcześniej oczyszczone przez mrówki i ptactwo z tkanek miękkich). Bo tam było najwięcej duchów, największa była zatem szansa, że któryś ochoczo wskoczy do łona kobiety. I to mogło być jedno z takich miejsc. Skąd taka myśl? Czysta analiza bodźców wizualnych: wśród namalowanych figur dominowały postaci męskie z częściami intymnymi dumnie wyprostowanymi (nawet w pozycji do góry nogami!), kobiece piersi rozchodzące się na boki, jakby kobiety leżały na plecach, a dla mało-domyślnych – niektóre pary leżały skrzyżowane, jakby jedno na drugim… No i mnóstwo pomocnych Quinkas! Quinkas to dobre duchy wszechobecne w regionie Półwyspu York. Według „Mitologii Aborygenów” autorstwa Mudrooroo, są wcieleniem żądzy symbolizowanej przez męski organ płciowy. Jednak zwykle są przedstawiane jako szczupłe, zwinne, sympatyczne postaci. Ale są też duchy złe, których należy unikać. Mają podkurczone ramiona i nogi oraz guzowate wyrostki na ciele. Są złośliwe i dokuczliwe. Na skalnej galerii, obok rysunków, są także ryty naskalne. Przedstawiają ciekawe labirynty, przypominające mapy. Ich wiek datuje się na 13.000 lat.

Babinda

Na wschodnim wybrzeżu w stanie Queensland ślady Aborygenów giną w natłoku zachodniej cywilizacji białych Australijczyków. Ale i tutaj znajdujemy miejsce, gdzie krajobraz jest opowiadany. Niedaleko miejscowości Babinda, nad rzeką o tej samej nazwie, jest miejsce, które słynie z wielkich głazów obmywanych tonią rzeki. Legenda o głazach mówi o tym, jak powstały one, ale także Basen Oolana’y, znany także jako 'basen diabelski'. Oto historia opowiedziana przez Annie Wonga, ze starszyzny plemienia Wanyurr Yidniji: ‘Dawno temu, Oolana, piękna młoda żona członka starszyzny plemiona Wanyurr zakochała się w Dyga, przystojnym młodym mężczyźnie z odwiedzającego ich plemienia. Obydwoje kochankowie, wiedząc, że prawo plemienne zabrania ich związku, zdecydowali się na ucieczkę. Gdy odkryto ich obóz rozbity obóz przy rzece, Dyga wrócił do swojego plemienia. Natomiast Oolana rzuciła się w wody rzeki, która w jednej chwili stała się wzburzona i rwąca. Otworzyła się ziemia, z której w powietrze wylatywały wielkie głazy. Dziś te głazy oznaczają miejsce, w którym utonęła Oolanda. Wierzy się, że duch Oolandy rezyduje tu do dziś dnia. Wciąż woła, aby Dyga powrócił, wabiąc wszystkich odwiedzających to miejsce, a szczególnie mężczyzn. Przez lata, wiele osób tu utonęło. Uszanuj więc to kulturowe ostrzeżenia – nie wchodź do Oolanda’s Pool i szanuje to miejsce, które ma znaczenie duchowe’.

Zapisane w ziemi…

W latach siedemdziesiątych, w ramach zapoczątkowanej polityki pojednania, rząd australijski rozpoczął proces nadawania (lub raczej „zwracania”) rdzennym mieszkańcom antypodów tytułów własności do zamieszkiwanych przez nich od wieków ziem. Na podstawie ugody pomiędzy stronami, część terenów została następnie wydzierżawiona od rad plemiennych w celu utworzenia parków narodowych, w zarządach których – obok białych – zasiadają tradycyjni właściciele tych terenów. Nie tylko strzegą należytego respektowania swoich praw i poszanowania kultury, ale i dzielą się z białymi swoją wiedzą i tradycją. Nie wszystkie historie mogą być ujawnione białym, a tylko nieliczne przekazywane są turystom. Poznanie wielu z opowieści wymaga odpowiedniej wiedzy lub wtajemniczenia. Są też historie, które według prawa przeznaczone są tylko dla kobiet, lub tylko dla mężczyzn. Aborygeni czują, że są opiekunami lub kustoszami ziemi przekazanej im przez praprzodków. Mimo, że czasy się zmieniają, starszyzny plemienne niezmiennie starają się respektować prawa, które od swoich przodków otrzymali. Dla nich Dreamtime jest czasem nieskończonym – z jednej strony stworzenie jest już zakończone, ale jednocześnie nie skończy się ono nigdy. Dlatego nieugięcie chronią swojej ziemi i jej krajobraz nieustannie opowiadają. Bo w ziemi jest wszystko zapisane.

Źródła:

Sven Lindqvist: Terra nullius. Podróż przez ziemię niczyją. Warszawa: Wydawnictwo W.A.B., 2010

Mudrooroo: Mitologia Aborygenów. Poznań: Dom Wydawniczy REBIS, 1997

Andrzej Szyjewski: Religie Australii. Kraków: Zakład Wydawniczy »Nomos«, 2000

Autor: Iwona Kozłowiec

Zdjęcia: archiwum autorki

BIO

Iwona-Kozlowiec

Iwona Kozłowiec

Tłumaczka i podróżniczka. Chętnie dzieli się swoimi wrażeniami i wiedzą zdobytą podczas wojaży. Pisze artykuły do gazet, organizuje pokazy i wystawy zdjęć, wspólnie ze swoim partnerem prowadzi poświęconą podróżowaniu stronę internetową kilometr.com.


error

Jeżeli artykuł Ci się podoba, to prosimy udostępnij go innym. :)

Skip to content